Przejdź do treści

Klasyczna fryzura męska: pięć cięć, które nie wychodzą z mody

Klasyczna fryzura męska: pięć cięć, które nie wychodzą z mody

Które z tych pięciu cięć sprawdzi się u ciebie, zanim jeszcze usiądziesz na fotelu

Zanim barber dotknie twoich włosów, warto wiedzieć, czego właściwie szukasz. Klasyczne fryzury męskie mają to do siebie, że nie podlegają modzie, więc wybierając któreś z tych cięć, nie ryzykujesz, że za miesiąc będziesz żałować. Dobra fryzura sprzed stu lat to tak samo dobre cięcie dzisiaj, a ich sekret tkwi w uniwersalności. Nie chodzi o to, żeby gonić za trendami, tylko żeby znaleźć kształt, który będzie współpracował z twoją twarzą i codziennym nawykami. Jeśli nie chcesz spędzać poranków przed lustrem, a jednocześnie zależy ci na schludnym wyglądzie, postaw na krótkie cięcie. To opcja dla mężczyzn, którzy wolą wstać, przejechać ręką po włosach i wyjść z domu. Z kolei gładki przedziałek, czyli side part, pasuje praktycznie do każdego typu twarzy i wygląda elegancko bez udawania, że właśnie wróciłeś z pokazu mody. Pamiętaj tylko, że zaczesanie włosów do tyłu, slick back, podkreśli zakola, więc jeśli masz z nimi problem, lepiej go odpuścić. French crop to cięcie, które pewnie nigdy nie wyjdzie z mody, bo nie jest modą, tylko klasyką. Pasuje do większości typów głowy i daje ci swobodę, a przy tym nie wymaga wielkiej stylizacji. Jeśli natomiast szukasz czegoś z większą objętością na górze, pompadour albo quiff będą dobrym wyborem, ale one wymagają regularnej pielęgnacji i odrobiny wprawy przy układaniu. Efekt jest elegancki i pełen charakteru, ale musisz liczyć się z tym, że poranna stylizacja zajmie ci więcej niż minutę. Zanim umówisz wizytę, zastanów się, ile czasu chcesz poświęcać włosom każdego dnia i jaką masz twarz. Na owalnych albo kwadratowych kształtach świetnie leży slick back, a krótkie boki z dłuższą górą, jak w cięciu Ivy League, dają możliwość zmiany stylizacji w zależności od okazji. Przy najbliższej wizycie powiedz barberowi, jak wygląda twój poranek, a dobierze ci cięcie, które będzie z tobą współpracować, a nie walczyć.

Czy przedziałek z boku rzeczywiście pasuje do każdej twarzy – i kiedy go omijać

Przedziałek z boku ma jedną wielką przewagę nad innymi fryzurami męskimi: pasuje praktycznie do każdego typu twarzy. Nie musisz zgadywać, czy akurat twoje rysy go udźwigną, bo to cięcie nie walczy z twoim kształtem twarzy, tylko go porządkuje. Działa to tak, że linia przedziałka prowadzi wzrok i nadaje strukturę nawet wtedy, gdy włosy nie mają naturalnej objętości. Dlatego side part widujesz i u panów z okrągłą twarzą, i u tych o wyraźnych, kanciastych rysach.

Są jednak sytuacje, w których lepiej go sobie odpuścić. Jeśli masz widoczne zakola, przedziałek z boku tylko je podkreśli, bo odsłoni linię włosów dokładnie w tym miejscu, które chcesz zamaskować. Wtedy zamiast klasycznego zaczesania na bok sprawdzi się french crop, czyli cięcie z krótką, prosto ściętą grzywką, albo inne fryzury dla mężczyzn, które nie eksponują skroni. To nie znaczy, że rezygnujesz z klasyki, po prostu wybierasz jej wariant, który współpracuje z twoją linią włosów, a nie przeciwko niej.

Zanim zdecydujesz, spójrz na swoją codzienność. Klasyczne cięcie z przedziałkiem wymaga odrobiny stylizacji, ale nie takiej, która zabiera pół poranka. Wystarczy pomada i kilka ruchów grzebieniem, żeby ułożyć górę i zaznaczyć linię podziału. Jeśli masz włosy, które nie chcą leżeć tam, gdzie je położysz, a rano liczysz każdą minutę, to może być sygnał, żeby przy najbliższej wizycie poprosić o coś krótszego, na przykład crew cut z dłuższą górą i ściętymi bokami. Efekt będzie schludny, a ty zyskasz zapas czasu przed wyjściem.

Ilustracja do sekcji "Czy przedziałek z boku rzeczywiście pasuje do każdej twarzy – i kiedy go omijać"

Co zrobić, gdy włosy na górze są za krótkie na zaczes, a ty nie chcesz buzz cuta

Zaczes to jedna z tych fryzur, które mają wyraźne wymagania. Jeśli barber zostawi ci górę na tyle krótką, że nie da się jej położyć do tyłu, a ty nie chcesz rezygnować z długości i sięgać po buzz cut, masz prostsze wyjście, niż myślisz. Zamiast walczyć z włosami, które nie mają odpowiedniej długości, poproś o cięcie, które pracuje z tym, co już masz. French crop to dokładnie ta sytuacja. Krótkie boki i góra zostawiona na tyle długa, żeby opadała na czoło, bez żadnego zaczesywania. To cięcie, które prawdopodobnie nigdy nie wyjdzie z mody, bo nie jest modą, tylko klasyką. Pasuje do większości typów głowy, a rano wystarczy przeciągnąć ręką po włosach, ewentualnie sięgnąć po odrobinę pomady, żeby nadać grzywce teksturę. Zero walki z suszarką i lustrem. Jeśli z kolei chcesz zachować wrażenie dłuższej góry, ale nie masz jej na zaczes, postaw na quiffa w wersji, którą barberzy nazywają krótkim. Włosy są zaczesane do tyłu i lekko uniesione z przodu, ale nie wymagają tej długości co slick back czy klasyczny pompadour. Efektowna fala powstaje z tego, co masz, a nie z iluzji, że urosło ci więcej, niż jest w rzeczywistości. Góra musi być tylko na tyle długa, żeby dało się ją unieść, a nie położyć płasko na tył głowy. Kluczowe jest jedno: nie decyduj sam, czy twoje włosy nadają się na konkretną fryzurę. Przy najbliższej wizycie powiedz barberowi, że chcesz coś klasycznego, ale góra ma zostać krótsza niż pod zaczes. On oceni, czy lepszy będzie french crop, quiff czy może crew cut z delikatnie dłuższą górą. To jego praca, żeby dobrać cięcie do twojego kształtu twarzy i typu włosów, a nie odwrotnie.

Ile razy w miesiącu trzeba wrócić na fotel, żeby fryzura dalej wyglądała tak jak po wyjściu

Zastanawiasz się, ile razy w miesiącu musisz wrócić na fotel, żeby fryzura dalej wyglądała jak po wyjściu? To zależy głównie od tego, co wybierzesz na górze i jak szybko rosną ci włosy. Krótkie cięcia, jak buzz cut, gdzie wszystko jest równomiernie przycięte na bardzo krótko, wymagają częstszych wizyt, bo odrost widać po dwóch, trzech tygodniach. Z kolei cięcia z dłuższą górą, jak quiff czy pompadour, dają ci więcej luzu, bo naturalny odrost łatwiej wkomponować w stylizację.

Klasyka ma to do siebie, że nie musisz gonić za modą, ale musisz pilnować kształtu. Weźmy na przykład fade, czyli płynne przejście od dłuższych włosów do bardzo krótkich lub całkowicie ogolonych na dole. To cięcie, które robi całą robotę, ale właśnie ono zdradza upływ czasu najbardziej. Gdy linia przejścia zaczyna się zamazywać, cały efekt znika. Dlatego jeśli stawiasz na fade, zaplanuj wizytę co trzy, maksymalnie cztery tygodnie, żeby utrzymać ten schludny wygląd.

Jeśli nie chcesz spędzać połowy poranka przed lustrem, ale ciągle zależy ci na dobrym wyglądzie, postaw na coś, co rośnie razem z tobą. French crop to cięcie, które prawdopodobnie nigdy nie wyjdzie z mody, bo jest klasyką, a nie modą. Krótka, prosta grzywka i mocno cieniowane boki sprawiają, że nawet po miesiącu fryzura nie wygląda na zaniedbaną. To opcja dla mężczyzn, którzy wolą zapomnieć o suszarce i pomadzie, a nie o wizytach u barbera.

Z drugiej strony masz cięcia, które wymagają odrobiny pracy każdego ranka. Pompadour, czyli włosy na górze uniesione i zaczesane do tyłu, daje dużą objętość, ale potrzebuje regularnej pielęgnacji i produktów do stylizacji. Efekt jest elegancki i pełen charakteru, ale jeśli nie jesteś gotów poświęcić na to kilku minut dziennie, szybko się zniechęcisz. Podobnie slick back, czyli zaczesanie do tyłu, to opcja dla fanów ponadczasowej elegancji, która najlepiej wygląda na twarzach owalnych lub kwadratowych.

Najprościej ująć to tak: im krótsze boki i mocniejszy fade, tym częściej musisz odwiedzać barbera. Im dłuższa góra i bardziej naturalne przejście, tym więcej czasu zyskujesz. Przy najbliższej wizycie zapytaj swojego barbera, jak szybko rośnie twoja fryzura i kiedy warto wrócić, żeby nie przegapić momentu, w którym cięcie traci swój charakter. To jedyna dobra odpowiedź na to pytanie, bo każdy ma inne włosy i inne tempo ich wzrostu.

Ilustracja do sekcji "Ile razy w miesiącu trzeba wrócić na fotel, żeby fryzura dalej wyglądała tak jak po wyjściu"

O co poprosić barbera przy najbliższej wizycie, żeby dostać dokładnie to cięcie

Kiedy siadasz na fotel i słyszysz „co robimy?”, najgorsza odpowiedź brzmi „nie wiem, niech pan coś zrobi”. Barber nie czyta w myślach, a efekt zależy od tego, czy potrafisz nazwać to, czego chcesz. Dobra wiadomość: nie musisz znać fachowych nazw, wystarczy, że opiszesz efekt, który widziałeś w lustrze. Zacznij od kształtu twarzy, bo to on decyduje o proporcjach. Gładki przedziałek, czyli side part, pasuje praktycznie do każdego typu twarzy, więc jeśli nie masz pomysłu, to bezpieczny wybór. Unikaj za to zaczesu do tyłu, gdy masz zakola, bo ta fryzura tylko je podkreśli. Zamiast tego powiedz barberowi, że chcesz coś, co zamaskuje linię czoła. Najprostsza droga na skróty to buzz cut, czyli włosy równomiernie przycięte na bardzo krótko. To opcja dla mężczyzn, którzy nie chcą spędzać czasu na układaniu, a ciągle chcą wyglądać dobrze. Jeśli jednak lubisz mieć coś do stylizacji, ale nienawidzisz porannego kombinowania, poproś o crew cut, gdzie góra jest delikatnie dłuższa niż boki i tył. Gdy masz więcej włosów i chcesz je układać, powiedz wprost, że zależy ci na objętości z przodu. Wtedy barber zaproponuje quiffa albo pompadour, czyli górę uniesioną i zaczesaną do tyłu. Pamiętaj tylko, że taka fryzura wymaga regularnej pielęgnacji, więc jeśli nie chcesz spędzać przed lustrem więcej niż chwilę, zostań przy krótszych cięciach.

Więcej: Strzyżenia i fryzury ↗

Przeczytane. Teraz fotel.

Wołoska 3/LU10, 2 minuty od Galerii Mokotów · Pon-Nd 10:00-20:00

★ 5.0 · Wolne terminy w tym tygodniu REZERWUJ